Gdzie kończy się pasja, a zaczyna etat we własnej firmie?

Na pewno pamiętasz ten dzień, w którym zapadła decyzja: „Otwieram swoją firmę”.
Prawdopodobnie towarzyszyła Ci wtedy ogromna ekscytacja, wizja niezależności i chęć robienia rzeczy po swojemu. Myślę że to pasja była paliwem, które pozwalało przeskakiwać przeszkody i pracować do późna bez poczucia zmęczenia.

Często słyszę historie w których jednak u wielu właścicieli mikro i małych firm, po kilku latach (a czasem miesiącach), ta pasja zaczynała cichnąć. Zastąpiło ją poczucie, że utknęło się na etacie, z którego nie można się zwolnić, a lista obowiązków zdaje się nie mieć końca.

Pułapka „specjalisty we własnym biznesie”

Kiedy myślę o sytuacjach właścicieli firm z tych historii, to widzę dosłownie lustrzane odbicie pewnego paradoksu, który zauważył amerykański autor bestsellerów biznesowych i założyciel E-Myth Worldwide Michael Gerber. Promuje on koncepcję pracy „nad” biznesem, a nie „w” biznesie. Ta koncepcja jest mi niezwykle bliska.
Większość osób otwierających firmy to świetni specjaliści – utalentowani rzemieślnicy, graficy, księgowi czy doradcy. Zakładają biznes, bo kochają to, co robią. Problem pojawia się wtedy, gdy ta pasja zostaje przygnieciona przez „operacyjną codzienność”. Nagle okazuje się, że jako właściciel musisz być nie tylko specjalistą, ale też administratorem, logistykiem, zaopatrzeniowcem i osobą od pilnowania terminów. To właśnie ten moment, w którym pasja zamienia się w etat. Zamiast tworzyć i rozwijać firmę, zajmujesz się dosłownie wszystkim.

Dlaczego tak trudno oddać stery?

Zrozumienie tej sytuacji wymaga spojrzenia na psychologię biznesu. Twoja firma to Twoje „dziecko”. To naturalne, że chcesz mieć wpływ na każdy detal. Istnieje jednak cienka granica między dbaniem o jakość a byciem wąskim gardłem własnego przedsiębiorstwa. Kiedy bierzesz na siebie każdą drobnostkę – od formatowania tabelki, przez załatwienie fachowca do wymiany gniazdka w firmie, po odpisywanie na ogólne zapytania i odpowiadanie na randomowo podrzucane pytania przez pracowników – Twoja energia drastycznie spada. Z punktu widzenia psychologii pracy, chroniczne przeciążenie zadaniami, które nie dają nam satysfakcji, prowadzi do tzw. wypalenia przedsiębiorczego. Czujesz, że robisz mnóstwo rzeczy, ale Twoja firma stoi w miejscu, bo Ty nie masz czasu po prostu pomyśleć o jej przyszłości.

Powrót do roli kapitana

Dobra wiadomość jest taka, że ten stan nie jest wyrokiem. To po prostu etap rozwoju, przez który przechodzi niemal każdy właściciel firmy w Polsce. Kluczem do odzyskania pasji nie jest jeszcze cięższa praca, ale zmiana perspektywy.

Warto zadać sobie pytanie: które z zadań, które wykonuję codziennie, rzeczywiście wymagają moich unikalnych kompetencji, a które są tylko mechanicznym powtarzaniem czynności? Które z zadań, które wykonuję codziennie, mają bezpośredni wpływ na rozwój firmy? Rozwój to satysfakcja ale też większe dochody. Które z zadań, które wykonuję codziennie, mają bezpośredni wpływ na te najbardziej opłacalne realizacje. Nie czarujmy się, przecież w firmie chodzi również o zarabianie pieniędzy.

Odzyskiwanie wolności w biznesie zaczyna się od dopuszczenia do siebie myśli, że nie musisz być człowiekiem-orkiestrą. Że istnieją obszary, w których ktoś inny może Cię wesprzeć, pozwalając Ci wrócić do tego, co sprawiło, że w ogóle zdecydowałeś się na własną działalność.

Spokój zamiast pośpiechu

Uważam że własny biznes powinien dawać życie, a nie je zabierać. Czasem największym krokiem naprzód nie jest zdobycie nowego klienta, ale uporządkowanie tego, co już masz, i oddelegowanie spraw, które kradną Twój spokój. Myślę że spokój daje możliwość spojrzenia na tę rzeczywistość przedsiębiorcy z dystansu. Spokój i dystans daje perspektywę, dzięki której więcej możliwości można dojrzeć.
Bo ostatecznie pasja wraca wtedy, gdy odzyskujesz przestrzeń w głowie. Gdy rano budzisz się z pomysłem na rozwój, a nie z lękiem o to, czy o czymś nie zapomniałeś.

I tego poczucia „panowania nad okrętem”, zamiast szorowania pokładu, życzę każdemu przedsiębiorcy.

Podobne wpisy